poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 8

Doszłam do wniosku, że ci faceci to kompletni idioci. Udało mi się wywinąć ręce do przodu, kto by pomyślał, że chodzenie na gimnastykę kiedyś mi się przyda, wyciągnęłam z koka szpilkę do upinania włosów. Zaczęłam majstrować nią przy zamku kajdanek, był słaby, wiec szybko sobie z nim poradziłam i mogłam zając się drzwiami. Postanowiłam, że najpierw przeszukam pokój. Był surowy, nie było w nim nic, co wskazywałoby na to, że ktoś tam mieszka. Jedynym tego dowodem była rzucona na krzesło koszulka. Podeszłam do komody. W pierwszej i drugiej szufladzie tylko leżały ciuchy, ale trzecia była ciekawsza, leżały niej dwa laptopy, urządzenia podsłuchowe i co najważniejsze – broń. Wybrałam dwa małe pistolety i zaczęłam szukać amunicji. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć, a na nic nie przydałyby mi się pistolety z pustymi magazynkami. Przeszukałam dokładnie całe pomieszczenie, ale jej nie znalazłam. Postanowiłam, że nie muszę do nich strzelać, mogłam im grozić broną. Wiedziałam, że jest nienaładowana, ale oni nie mieli o tym pojęcia. Zamknęłam wszystkie szafki oraz szuflady, które otworzyłam podczas poszukiwań i ruszyłam do drzwi.
Wzięłam szpilkę i wygięłam ją tak, jak uczył mnie Lucas. Wsunęłam ją do zamka i zaczęłam poruszał. Zanim zdążyłam wyjąć kolejną, żeby sobie pomóc, usłyszałam głos zza drzwi.
- Nawet nie próbuj otwierać tych drzwi. – to chyba był Zayn. Odsunęłam się od drewnianej powłoki, która dzieliła mnie od wolności. Spojrzałam na zegarek, była już trzecia w nocy. Usiadłam w rogu pokoju, pomiędzy ścianą a szafą, zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy. Po niedługim czasie zapadłam w sen.
***
Obudził mnie dźwięk kroków na korytarzu. Zauważyłam, że lezę na łóżku, a nie na podłodze. Próbowałam się podnieść, ale nie mogłam. Odwróciłam się do tylu i zobaczyłam Harrego owiniętego wokół nie. Próbowałam go z siebie zrzucić, ale on tylko zacieśnił uścisk wokół mojej talii. Po chwili odwrócił nas tak, że ja leżałam na plecach, a on ułożył głowę na mojej klatce piersiowej i splótł nasze nogi razem. Wtedy już w ogóle nie mogłam się ruszyć.
Udało mi się wyswobodzić jedną rękę, wiec poklepałam go po policzku.
- Harry? Harry? – zaczęłam delikatnie nim potrząsać, jednak nie reagował. Skoro nie chciał po dobroci, to postanowiłam zrobić to po złości. – Harry, debilu wstawaj. Zaczęłam się szarpać i krzyknęłam mu do ucha. – WSTAWAJ!
Ocknął się nagle, podniósł się tak szybko, że spadł z łóżka.
- Co się stało? – zapytał zachrypniętym głosem. – Czemu mnie obudziłaś?
- Bo się do mnie przykleiłeś przez sen.
- Chciałabyś. – odpowiedział i wyszedł z pokoju.

Poszłam do połączonej z pokojem łazienki, żeby wziąć prysznic. Najdziwniejsze było to, iż uświadomiłam sobie, że mógł mieć racje, a część mnie chciała dalej z nim tam leżeć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam. Szablon strasznie mi się podoba. Rozdziały będą pojawiały się  w soboty lub niedziele.