Doszłam do wniosku, że ci faceci to kompletni idioci. Udało
mi się wywinąć ręce do przodu, kto by pomyślał, że chodzenie na gimnastykę
kiedyś mi się przyda, wyciągnęłam z koka szpilkę do upinania włosów. Zaczęłam
majstrować nią przy zamku kajdanek, był słaby, wiec szybko sobie z nim
poradziłam i mogłam zając się drzwiami. Postanowiłam, że najpierw przeszukam pokój.
Był surowy, nie było w nim nic, co wskazywałoby na to, że ktoś tam mieszka.
Jedynym tego dowodem była rzucona na krzesło koszulka. Podeszłam do komody. W
pierwszej i drugiej szufladzie tylko leżały ciuchy, ale trzecia była ciekawsza,
leżały niej dwa laptopy, urządzenia podsłuchowe i co najważniejsze – broń.
Wybrałam dwa małe pistolety i zaczęłam szukać amunicji. Nigdzie nie mogłam jej znaleźć,
a na nic nie przydałyby mi się pistolety z pustymi magazynkami. Przeszukałam
dokładnie całe pomieszczenie, ale jej nie znalazłam. Postanowiłam, że nie muszę do nich strzelać, mogłam im grozić broną. Wiedziałam, że jest nienaładowana,
ale oni nie mieli o tym pojęcia. Zamknęłam wszystkie szafki oraz szuflady, które
otworzyłam podczas poszukiwań i ruszyłam do drzwi.
Wzięłam szpilkę i wygięłam ją tak, jak uczył mnie Lucas. Wsunęłam
ją do zamka i zaczęłam poruszał. Zanim zdążyłam wyjąć kolejną, żeby sobie
pomóc, usłyszałam głos zza drzwi.
- Nawet nie próbuj otwierać tych drzwi. – to chyba był Zayn. Odsunęłam
się od drewnianej powłoki, która dzieliła mnie od wolności. Spojrzałam na
zegarek, była już trzecia w nocy. Usiadłam w rogu pokoju, pomiędzy ścianą a
szafą, zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy. Po niedługim czasie zapadłam w
sen.
***
Obudził mnie dźwięk kroków na korytarzu. Zauważyłam, że lezę
na łóżku, a nie na podłodze. Próbowałam się podnieść, ale nie mogłam. Odwróciłam
się do tylu i zobaczyłam Harrego owiniętego wokół nie. Próbowałam go z siebie zrzucić,
ale on tylko zacieśnił uścisk wokół mojej talii. Po chwili odwrócił nas tak, że
ja leżałam na plecach, a on ułożył głowę na mojej klatce piersiowej i splótł
nasze nogi razem. Wtedy już w ogóle nie mogłam się ruszyć.
Udało mi się wyswobodzić jedną rękę, wiec poklepałam go po
policzku.
- Harry? Harry? – zaczęłam delikatnie nim potrząsać, jednak
nie reagował. Skoro nie chciał po dobroci, to postanowiłam zrobić to po złości.
– Harry, debilu wstawaj. Zaczęłam się szarpać i krzyknęłam mu do ucha. –
WSTAWAJ!
Ocknął się nagle, podniósł się tak szybko, że spadł z łóżka.
- Co się stało? – zapytał zachrypniętym głosem. – Czemu mnie obudziłaś?
- Bo się do mnie przykleiłeś przez sen.
- Chciałabyś. – odpowiedział i wyszedł z pokoju.
Poszłam do połączonej z pokojem łazienki, żeby wziąć prysznic.
Najdziwniejsze było to, iż uświadomiłam sobie, że mógł mieć racje, a część mnie
chciała dalej z nim tam leżeć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam. Szablon strasznie mi się podoba. Rozdziały będą pojawiały się w soboty lub niedziele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz