Wyłączyłam wodę i wyciągnęłam z szafki świeży ręcznik, był czarny,
tak jak cale wyposażenie łazienki. Owinęłam się miękkim materiałem. Wsunęłam głowę
do pokoju, a kiedy zauważyłam, że nikogo tam nie ma weszłam. Sprawdziłam czy
drzwi były zamknięte, na szczęście tak. Przyniosłam swoje ubrania z łazienki i położyłam
je na krześle. Włożyłam bieliznę, ale zanim się ubrałam poszłam jeszcze na
chwile do łazienki. Wzięłam grzebień leżący na blacie i rozczesałam nim włosy,
w szafce pod zlewem znalazłam nierozpakowaną szczoteczkę do zębów, wiec jej użyłam.
Wróciłam do pokoju, zauważyłam, że moje ciuchy zniknęły. Za to
na łóżku leżało coś, czego na pewno nigdy bym nie ubrała. Niestety nie miałam wyboru,
nie zamierzałam przecież paradować przed nimi w samej bieliźnie. Znów poszłam
do łazienki, umalowałam się i ubrałam w to . Kiedy
weszłam do pokoju, zobaczyłam jakąś dziewczynę siedzącą na łóżku. Była ubrana
na czarno i miała długie blond włosy.
- Cześć jestem Perrie. – podeszła z uśmiechem i przytuliła
mnie. Nie odwzajemniłam uścisku, nie lubiła okazywania uczuć. Mój brak reakcji
nie speszył jej.
- Chodź, mam cię zaprowadzić na dol.
- Nie zamierzam wychodzić z tego pokoju.
- Dlaczego?
- Spójrz na mnie, na to, co mam na sobie. Od pięciu lat nie miałam
na sobie takich kolorów.
- No wyglądasz dość cukierkowo. Chodź, zjesz śniadanie, później
dam ci cos z mojej garderoby.
- Dzięki.
Perrie otworzyła drzwi kluczem i ruszyliśmy w stronę
schodów. Im niżej schodziłyśmy, tym głośniejsze były krzyki na dole. Słychać było,
że ktoś dobrze się bawi. Kiedy stanęłyśmy w drzwiach do salonu, naszym oczom ukazał
się ciekawy widok. Naill gonił Louisa po całym pokoju, a Harry i Liam grali na
konsoli, brakowało tylko Zayna. Żaden z nich nie zwrócił na nas uwagi. Dopiero po
chwili mulat wszedł przez drzwi po drogiej stronie pokoju.
- Przyprowadziłaś ją, Perrie?
Na te słowa wszystkie twarze zwróciły się w naszą stronę, a
raczej stronę Perrie, ponieważ ja schowałam się za ścianą. Nie mogłam pozwolić,
żeby ktoś zobaczył mnie w takim stroju. To mogłoby zniszczyć mi reputacje.
- Mel?! – krzyknął któryś z nich.
Blondynka złapała
mnie za nadgarstek i wciągnęła do salonu. Przybrałam obojętny wyraz twarzy, nie
mogłam pokazać zażenowania, musiałam sprawiać wrażenie pewnej siebie.
- Melanie, nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię w takim
stroju. – powiedział Harry.
- Człowieku, przecież ty mnie widziałeś tylko dwa razy. – spojrzałam
na niego, widząc jego minę, nie byłam już taka pewna swoich słów. – Mam racje?
Cala piątka wyszczerzyła się do mnie.
- Skoro wy obserwujecie nas, to dlaczego nie mamy obserwować
was?
- Jacy my? O co ci chodzi? – postanowiłam kryć swoich
przyjaciół.
- Nie udawaj głupiej. Wiemy, że należysz do Red Wolf, a
nawet jesteś tam ważną osobą. Teraz wiesz, o co mi chodzi, szefowo? – zaakcentował
ostatnie słowo. Mówiła tak do mnie tylko jedna osoba, a wiedziały o tym dwie
inne. Czyli albo założyli nam w domach podsłuch, co było mało prawdopodobne,
albo ktoś zdradził. Przecież nie mieli jak wejść do naszych domów, zawsze włączamy
alarmy, kiedy wychodząc, a kiedy nikogo nie ma po podwórzu krążą dobermany..
Osunęłam się na podłogę, któryś z moich przyjaciel, jedna z osób
którym ufałam bezgranicznie, cały czas mnie oszukiwała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz