środa, 26 listopada 2014

Rozdzial 5

Stałam jak zaczarowana i patrzyłam prosto w jego zielone oczy. Były naprawdę piękne, okolone ciemnymi rzęsami, za które nie jedna dziewczyna byłaby zdolna zabić, wyglądały jak pociągnięte tuszem. Chłopak ogólnie był bardzo przystojny i dobrze zbudowany. Kiedy podszedł bliżej, zauważyłam, że jest ode mnie wyższy o głowę. Nagle złapał mnie mocno za ramie i zaczął ciągnąc w stronę głównej ulicy.
- Co ty robisz? – zaczęłam się wyrywać, ale on był silniejszy.
- Dlaczego go zabiłaś? – odpowiedział pytaniem na pytanie, nadal idąc.
- Wisiał mi dużo pieniędzy i twierdził, że nie może ich oddać.
Lokowany już się nie odezwał. Otworzył tylne drzwi od czarnej terenówki i wepchnął mnie do środka.
- Co ty robisz?! Gdzie mnie zabierasz?
- Oddaj bron.
- Co?
- Oddaj broń!
Kiedy się nie ruszyłam, pochylił się nade mną. Wyciągnął pistolety z obu kieszeni mojego płaszcza.
- Masz cos jeszcze?
- Nie. – skłamałam. On chyba to zauważył, bo zlustrował mnie od góry do dołu, zatrzymał wzrok na butach. Dopiero wtedy zauważyłam, że z jednego z nich wystaje cos srebrnego. Chłopak sięgnął i wyciągnął mój nóż.
- Nie powinnaś kłamać. Nie lubię tego. – powiedział i wymierzył mi siarczysty policzek. Zamknął samochód i ruszył do drzwi kierowcy. Próbowałam otworzyć drzwi, ale okazały się być zablokowane. Lokowany odpalił silnik i ruszył.
- Gdzie i po co mnie wieziesz?
- Do domu, musze wytłumaczyć kumplom, dlaczego nie mam naszych pieniędzy. – wiec on zjawił się w tamtej uliczce z tego samego powodu co ja.
Po dwudziestu minutach zatrzymaliśmy się przed czarną, żelazną bramą. Podszedł do nas strażnik, ale kiedy tylko zobaczył kierowcę otworzył bramę. Wjechaliśmy na podwórze przed wielką willą, miała cieple, delikatnie brzoskwiniowy kolor i czarną dachówkę. Prawie wszystkie okna były zasłonięte czarnymi zasłonami.

Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi i ręce wyciągające mnie z samochodu. Mój towarzysz podniósł mnie, przewiesił sobie przez ramie i ruszył w stronę budynku. Nacisnął klamkę drzwi, które okazały się być zamknięte, wiec przycisnął dzwonek. Po chwili ktoś otworzył, nie widziałam to, ponieważ nadal wisiałam na ramieniu lokowanego.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A wiec jest kolejny rozdział. Na razie rozdziały będą pojawiały się w środy, jeżeli to będzie się miało się zmienić napiszę. Do następnej środy. ~ Zuza

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 4

Wyszłam z pokoju do ćwiczeń i usiadłam na ławce, na której leżały nasze rzeczy. Rozejrzałam się, zobaczyłam jak przez bramę główna wchodzi pięciu chłopaków. Byli naprawdę przystojni, szczególnie jeden. Był dobrze zbudowany, wysoki i miał brązowe, kręcone włosy. Podeszli do recepcji, zapłacili i ruszyli w moją stronę. Weszli do pokoju obok naszego i zaczęli strzelać do celów, przez szklaną ścianę mogłam ich do woli obserwować. Wyglądali na trochę starszych ode mnie, w wieku moich przyjaciół.
- Mel, Mel, MELANIE! – z zamyślenia wyrwał mnie głos Lucas‘a.
- Przepraszam, zamyśliłam się. O co chodzi?
- Skończyliśmy, możemy już iść.
- No to chodźmy.
Wyszliśmy, byłam bardzo ciekawa, kim jest tamta piątka, nigdy ich nie widziałam, a ja znałam prawie każdego w tamtej części miasta. Nie wiedziałam, kim są, ale strzelali naprawdę dobrze.
***
Był piątkowy wieczór, a ja szykowałam się na akcje. Większość moich znajomych ze szkoły pewnie wybierała się na imprezę, a ja w tym czasie ładowałam bron. Wzięłam dwa pistolety i trzy z sześciu nowych noży. Później poszłam się przebrać, ubrałam się w to. Do wysokich, skórzanych butów wsunęłam po jednym nożu, trzeci wsunęłam w pętelkę na karku, po wewnętrznej stronie płaszcza, do kieszeni okrycia schowałam pistolety.
Poszłam do garażu, podniosłam plandekę, pod która stal mój motor, oczywiści czarny. Wsiadłam na moje maleństwo i ruszyłam w stronę centrum miasta.
Krążyłam przez godzinę po jednym z londyńskich osiedli w jednej z gorszych dzielnic, zanim udało mi się znaleźć Marco. Stal w ciemnej uliczce i liczył pieniądze, pewnie właśnie zaopatrzył kogoś w dragi. Zakradłam się do niego od tylu i powaliłam go jednym mocnym ciosem w tył głowy. Kiedy upadł, przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Wyciągnęłam z buta nóż i zaczęłam delikatnie jeździć czubkiem po linii jego szczeki.
- Witaj, Marco. Dawno się nie widzieliśmy.
- Kim jesteś?
- A racja, ty mnie nie widziałeś. Ale chyba kojarzysz Lucas’a Smith’a i Rush’a Tonk’a.
- Red Wolf. - szepnął do siebie, ale jato usłyszałam.
- Dokładnie tak, Red Wolf. Jest nam bardzo smutno, że nie chcesz z nami współpracować. Dlaczego nas smucisz?
- J…ja nie mogę.
- Nie możesz, czy nie chcesz?! – w tamtym momencie zaczęłam krzyczeć.
Nagle usłyszałam a sobą kroki. Zeszłam z Marco i przycisnęłam go do ściany. Miałam nadzieje, że ta osoba nas nie zauważy. Niestety moje prośby nie zostały wysłuchane, zauważyłam jakiegoś mężczyznę, wchodzącego w uliczkę, w której staliśmy.
- Marco? Gdzie jesteś? – zaczął mówić lekko zachrypniętym głosem. – Widziałem cię chwile temu w tej uliczce, wiec wychodź natychmiast.
Poczułam, że Marco zaczyna drżeć jeszcze bardziej. Czyli to nie był jego przyjaciel, bal się go. Wyszłam z cienia nadal trzymając nóż na gardle dilera.
- Kim jesteś? – zapytałam. Chłopak szybko odwrócił się i wyciągnął pistolet. Kiedy mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko, ale nie opuścił broni, nadal we mnie celował.
- Widzę, że trochę się spóźniłem. Co tu robisz, dziewczynko? – nienawidziłam, kiedy ludzie zwracali się do mnie jak do małego dziecka.
- Nie twój zasrany interes. – odpowiedziałam pewnym siebie głosem. -  A teraz spierdalaj, bo mam tu sprawy do załatwienia.
Chłopak zaczął się śmiać.
- Uspokój się, kochanie. Złoć piękności szkodzi.
- Nie mów tak do mnie.
- Jak mam nie mówić, kochanie? – miałam go już dość, działał mi na nerwy.
- Co ty tu w ogóle robisz? – zapytałam, przytrzymując mocniej Marco, który zaczął się wyrywać.
- Ja i Marco mamy coś do załatwienia, wiec zostaw go i idź sobie.
- Nie załatwicie. Ani teraz, ani nigdy później. – powiedziałam i nożem poderżnęłam gardło mężczyźnie, którego trzymałam. Upuściłam ciało. Marco zadrżał po raz ostatni i umarł. Odsunęłam się od niego, tamtym podchodzą bliżej mężczyzny, z którym rozmawiałam. Przyjrzał mi się.

- Ja cię znam. Widziałem cię w poniedziałek na strzelnicy. – mówiąc to zdjął kaptur. Ja tez go znałam, był tym lokowatym, to na niego się wtedy gapiłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------

Część,
Jest niedziela, wiec jest nowy rozdział.  W końcu udało mi sie dorwać do komputera,  co przy moim młodszym bracie wcale nie jest proste.
Ostatnio was o coś prosilam, czy to naprawdę takie trudne dodać jeden głupi komentarz? Ponawiam więc tą prośbę.
Do następnego razu. ~ Zuza

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 3

Nagle usłyszeliśmy trzaśniecie drzwi frontowych i wiązankę przekleństw, której nie powstydziłby się żaden szewc. To znaczyło, że Rush przyszedł. Jak zwykle wyglądał zajebiście, włosy miał postawione do góry, czarna koszulka idealnie opinała jego tors, a z pod jej krótkiego rękawu wystawały tatuaże. Przywitał się z Lucas’em i Tom’em, a później podszedł do mnie. Pocałował mnie namiętnie, wplatałam palce w jego włosy. Złapał mnie w talii i podniósł, a ja oplotłam go nogami w pasie, przyparł mnie mocno do ściany, nie rozłączając naszych ust.
- Tylko seks. – usłyszałam ironiczny szept Lucas ‘a. Oderwałam się od Rush’a i spojrzałam na swojego przyjaciela. – Nie przeszkadzajcie sobie. Może w ogóle pójdźcie do sypialni Mel, bo ja nie mam ochoty na oglądanie tego, jak pieprzycie się na środku salonu.
- Bardzo chętnie poszedłbym z Mel na górę, ale mamy cos do załatwienia.
Rush usiadł na fotelu stojącym naprzeciw kanapy, na której siedzieli Lucas i Tom. Kiedy chciałam podejść do drogiego fotela, posadził mnie na swoich kolanach. Kiedy usiadłam, przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, a ja poczułam wypukłość w jego spodniach.  Prawdziwą satysfakcje wzbudzał we mnie fakt, że potrafiłam podniecić go tylko pocałunkiem. Otarłam się parę razy o jego krocze i usłyszałam, jak głośno wciąga powietrze, takiej reakcji oczekiwałam.
- Przestań, bo naprawdę zacznę cię tu pieprzyć. – jego słowa mnie zaskoczyły, był bardziej napalony niż sadziłam. – Nie mogłaś ubrać bardziej kusej bluzki? – sarkazm w jego glosie był idealnie wyczuwalny.
- Możecie przestać szeptać i skupić się na zadaniu? – przerwał nam Lucas, zauważyłam, że Tom powstrzymuje śmiech, nie wiedziałam tylko co go tak bawi.
- Oczywiście. Przynieście sprzęt, który załatwił Lucas. Ja przyniosę naszą broń.
- Oczywiście, szefowo.
-Pojdę z tobą. – krzyknął Rush. – A swoja droga, twoje cycki wyglądają świetnie w tej bluzce. – tą część szepnął, tak żebym tylko ja ją usłyszała. – Chociaż lepiej będą wyglądać bez niej.
***
Pol godziny później cala bron była ułożona na dywanie w salonie. Wzięłam do ręki prosty, czarny pistolet. Nie był dla mnie zbyt wygodny, ale pomyślałam, że Lucas’owi się spodoba, ja miałam do niego za małą dłoń. W tamtym momencie cos innego przykuło moją uwagę, było to czarne, drewniane pudełko zamykane na klucz. Spróbowałam je otworzyć, ale okazało się być zamknięte.
- Lucas, masz klucz do tego cholerstwa?
- Poczekaj.
Po chwili przyszedł z innym pudełkiem,  które okazało się być zestawem śróbokrętów i drutów - nasz zestaw do otwierania zamków.
- Koleś sprzedał mi to prawie za darmo, bo  nie wiedział co to jest. Dopiero to dostał,  a nie miał klucza.
Lucas wsadził dwa druciki w dziurkę od klucza i już po chwili usłyszeliśmy kliknięcie mechanizmu zamka. Otworzyłam pudełko, a moim oczom ukazał się zestaw sześciu noży. Były wspaniałe, mozna było nimi rzucać,  ale też walczyć w bezpośrednim starciu. O t3n typ bylo u nas trudno. Wzielam jeden z nich i zważyłam go w dłoni,  był idealny. Zamachnełam się i rzucilam w stronę Rush'a. Nóż wbił się w obicie fotela na którym siedział,  ostrze rozcieło, materiał niecałe pięć centymetrów od jego krocz, dokladnie tam gdzie miało.
- Kobieto comty robisz?
- Przecież trafiłam. Chciałam cię tylko nastraszyć.
- No ja myślę,  przecież to bylaby twoja strata.
- Poradziłaby sobie. - powiedział Lucas.
***
Kiedy wszyscy trzej wyszli, był już wieczór. Rush chciał zostać,  żeby jak to określił "porobić coś ciekawszego", ale ja nie miałam już na nic siły. Cały dzień sprawdziliśmy i czyściliśmy broń. Następnego dnia po lekcjach planowaliśmy pójść na strzelnicę. Musieliśmy szybko poznać nowy sprzęt,  bo już w następny weekend mieliśmy wykonać nasze zadania. Chłopaki swoje mieli zrobic w sobotę,  a ja w piątkową noc. Musiałam "porozmawiać" z pewnym dilerem, ktory nie chciał nam zapłacić.  A oni mieli pozbyć się jakiejś nowej grupy, która zaczęła działać na naszym terenie, mieli zabrać na tą akcję wszystkich członków naszej grupy,  całą piętnastkę.

--------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć,
Tak jak zapowiedziałam, jest rozdział.  Rozdziały będą się pojawiać co niedzielę,  jeżeli nie w niedzielę to w środę.
Mam też małą prośbę.  Proszę o jeden mały komentarz,  jakikolwiek może być nawet jedno słowo.  Chciałabym wiedzieć czy ktoś to czyta. Byłabym bardzo wdzięczna.
Do następnego razu. ~ Zuza

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział

Rozdział pojawi się dopiero w środę,  ponieważ niespodziewanie wyjechałam na długi weekend i nie mam dostępu do swojego komputera. Przepraszam. :( ~Zuza

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 2

- Wróciłam! – krzyknęłam wchodząc do domu, nawet nie wiem, po co to zrobiłam. Matki piwnie nie było w domu, a nawet gdyby była, nie chciałam jej widzieć. Tego dnia naprawdę mnie zraniła, powinnam wiedzieć, że nie należy wierzyć w jej obietnice. Ciekawe o zrobiłby ojciec gdyby się dowiedział. Pewnie by się rozwiedli, a ja tego nie chciałam, nie chodziło o to, że chciałam żeby byli razem. Po prostu wiedziałam, że tata nie byłby w stanie się mną opiekować, a jako, że jestem niepełnoletnia, opiekę nade mną przejęłaby matka, a tego bym nie zniosła.
Kiedy weszłam do kuchni, znalazłam przyczepiona do lodówki małą, różową karteczkę:

Melanie
Musiałam pojechać do kliniki.
Wrócę za tydzień.
Mama

Oczywiście. Ciekawe, co tym razem zamierzała sobie poprawić. Często wyjeżdżała tak nagle. Zawsze jeździła do swojego chirurga plastycznego, ale zawsze mówiła o tym miejscu „klinika”. Zachowywała się tak jakby nigdy nie robiła sobie operacji plastycznych, a zrobiła ich już chyba dwanaście i miała w planie jeszcze więcej.
Postanowiłam zadzwonić do mojego przyjaciela. To, że mój dom miał stać pusty, przez co najmniej tydzień, mogło nam się przydać.
- Hej Lucas.
- Hej.
- Mój dom jest pusty, matka wyjechała. Powiedz chłopakom, że spotykamy się u mnie za godzinę. –już miałam się rozłączyć, ale przypomniałam sobie o jeszcze jednej rzeczy. – Jesteś tam jeszcze?
- Jasne.
- Nie zapomnij przynieść planów i sprzętu. – po tych słowach rozłączyłam się. Wiedziałam, że nie będzie miał mi tego za złe, często kończyliśmy połączenia bez żadnego pożegnania. To było trochę chamskie, ale trudne.
***
Usłyszałam dzwonek do drzwi, odniosłam szklanki do pokoju i poszłam otworzyć. W drzwiach stali Lucas i Tom.
- Cześć, chłopaki.
- Cześć, szefowo. – przywitał mnie Tom. Zawsze tak się do mnie zwracał, ale to nie była prawda, byliśmy wspólnikami, ja po prostu byłam jedyną dziewczyną w naszej grupie. Przeszli do salonu, ja poszłam do kuchni po piwo.
- Gdzie zgubiliście Rush’a?
- Sama pilnuj swojego chłopaka.- zaśmiał się Lucas.
- Nie jest moim chłopakiem.
- A tak, zapomniałem – to tylko seks. – mój przyjaciel nie pochwalał mojego zachowania, uważał, że to dziwny związek. Nie uznawał, jak to mówił, „przyjaciół od seksu”. Cholerny świętoszek, sam sypiał z laskami, które dopiero co poznał.
- Zamknij się, wielbicielu burdeli.
- Uuuuu! – Toma zawsze bawiły nasze sprzeczki.

Nagle usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwi frontowych.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje i jest taki krotki, ale w ostatnim tygodniu miałam trochę problemów. ~ Zuza