Stałam jak zaczarowana i patrzyłam prosto w jego zielone
oczy. Były naprawdę piękne, okolone ciemnymi rzęsami, za które nie jedna
dziewczyna byłaby zdolna zabić, wyglądały jak pociągnięte tuszem. Chłopak ogólnie
był bardzo przystojny i dobrze zbudowany. Kiedy podszedł bliżej, zauważyłam, że
jest ode mnie wyższy o głowę. Nagle złapał mnie mocno za ramie i zaczął ciągnąc
w stronę głównej ulicy.
- Co ty robisz? – zaczęłam się wyrywać, ale on był silniejszy.
- Dlaczego go zabiłaś? – odpowiedział pytaniem na pytanie,
nadal idąc.
- Wisiał mi dużo pieniędzy i twierdził, że nie może ich oddać.
Lokowany już się nie odezwał. Otworzył tylne drzwi od
czarnej terenówki i wepchnął mnie do środka.
- Co ty robisz?! Gdzie mnie zabierasz?
- Oddaj bron.
- Co?
- Oddaj broń!
Kiedy się nie ruszyłam, pochylił się nade mną. Wyciągnął pistolety
z obu kieszeni mojego płaszcza.
- Masz cos jeszcze?
- Nie. – skłamałam. On chyba to zauważył, bo zlustrował mnie
od góry do dołu, zatrzymał wzrok na butach. Dopiero wtedy zauważyłam, że z
jednego z nich wystaje cos srebrnego. Chłopak sięgnął i wyciągnął mój nóż.
- Nie powinnaś kłamać. Nie lubię tego. – powiedział i wymierzył
mi siarczysty policzek. Zamknął samochód i ruszył do drzwi kierowcy. Próbowałam
otworzyć drzwi, ale okazały się być zablokowane. Lokowany odpalił silnik i ruszył.
- Gdzie i po co mnie wieziesz?
- Do domu, musze wytłumaczyć kumplom, dlaczego nie mam
naszych pieniędzy. – wiec on zjawił się w tamtej uliczce z tego samego powodu
co ja.
Po dwudziestu minutach zatrzymaliśmy się przed czarną, żelazną
bramą. Podszedł do nas strażnik, ale kiedy tylko zobaczył kierowcę otworzył
bramę. Wjechaliśmy na podwórze przed wielką willą, miała cieple, delikatnie
brzoskwiniowy kolor i czarną dachówkę. Prawie wszystkie okna były zasłonięte
czarnymi zasłonami.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi i ręce wyciągające
mnie z samochodu. Mój towarzysz podniósł mnie, przewiesił sobie przez ramie i ruszył
w stronę budynku. Nacisnął klamkę drzwi, które okazały się być zamknięte, wiec przycisnął
dzwonek. Po chwili ktoś otworzył, nie widziałam to, ponieważ nadal wisiałam na
ramieniu lokowanego.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A wiec jest kolejny rozdział. Na razie rozdziały będą pojawiały się w środy, jeżeli to będzie się miało się zmienić napiszę. Do następnej środy. ~ Zuza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz