niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 4

Wyszłam z pokoju do ćwiczeń i usiadłam na ławce, na której leżały nasze rzeczy. Rozejrzałam się, zobaczyłam jak przez bramę główna wchodzi pięciu chłopaków. Byli naprawdę przystojni, szczególnie jeden. Był dobrze zbudowany, wysoki i miał brązowe, kręcone włosy. Podeszli do recepcji, zapłacili i ruszyli w moją stronę. Weszli do pokoju obok naszego i zaczęli strzelać do celów, przez szklaną ścianę mogłam ich do woli obserwować. Wyglądali na trochę starszych ode mnie, w wieku moich przyjaciół.
- Mel, Mel, MELANIE! – z zamyślenia wyrwał mnie głos Lucas‘a.
- Przepraszam, zamyśliłam się. O co chodzi?
- Skończyliśmy, możemy już iść.
- No to chodźmy.
Wyszliśmy, byłam bardzo ciekawa, kim jest tamta piątka, nigdy ich nie widziałam, a ja znałam prawie każdego w tamtej części miasta. Nie wiedziałam, kim są, ale strzelali naprawdę dobrze.
***
Był piątkowy wieczór, a ja szykowałam się na akcje. Większość moich znajomych ze szkoły pewnie wybierała się na imprezę, a ja w tym czasie ładowałam bron. Wzięłam dwa pistolety i trzy z sześciu nowych noży. Później poszłam się przebrać, ubrałam się w to. Do wysokich, skórzanych butów wsunęłam po jednym nożu, trzeci wsunęłam w pętelkę na karku, po wewnętrznej stronie płaszcza, do kieszeni okrycia schowałam pistolety.
Poszłam do garażu, podniosłam plandekę, pod która stal mój motor, oczywiści czarny. Wsiadłam na moje maleństwo i ruszyłam w stronę centrum miasta.
Krążyłam przez godzinę po jednym z londyńskich osiedli w jednej z gorszych dzielnic, zanim udało mi się znaleźć Marco. Stal w ciemnej uliczce i liczył pieniądze, pewnie właśnie zaopatrzył kogoś w dragi. Zakradłam się do niego od tylu i powaliłam go jednym mocnym ciosem w tył głowy. Kiedy upadł, przewróciłam go na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Wyciągnęłam z buta nóż i zaczęłam delikatnie jeździć czubkiem po linii jego szczeki.
- Witaj, Marco. Dawno się nie widzieliśmy.
- Kim jesteś?
- A racja, ty mnie nie widziałeś. Ale chyba kojarzysz Lucas’a Smith’a i Rush’a Tonk’a.
- Red Wolf. - szepnął do siebie, ale jato usłyszałam.
- Dokładnie tak, Red Wolf. Jest nam bardzo smutno, że nie chcesz z nami współpracować. Dlaczego nas smucisz?
- J…ja nie mogę.
- Nie możesz, czy nie chcesz?! – w tamtym momencie zaczęłam krzyczeć.
Nagle usłyszałam a sobą kroki. Zeszłam z Marco i przycisnęłam go do ściany. Miałam nadzieje, że ta osoba nas nie zauważy. Niestety moje prośby nie zostały wysłuchane, zauważyłam jakiegoś mężczyznę, wchodzącego w uliczkę, w której staliśmy.
- Marco? Gdzie jesteś? – zaczął mówić lekko zachrypniętym głosem. – Widziałem cię chwile temu w tej uliczce, wiec wychodź natychmiast.
Poczułam, że Marco zaczyna drżeć jeszcze bardziej. Czyli to nie był jego przyjaciel, bal się go. Wyszłam z cienia nadal trzymając nóż na gardle dilera.
- Kim jesteś? – zapytałam. Chłopak szybko odwrócił się i wyciągnął pistolet. Kiedy mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko, ale nie opuścił broni, nadal we mnie celował.
- Widzę, że trochę się spóźniłem. Co tu robisz, dziewczynko? – nienawidziłam, kiedy ludzie zwracali się do mnie jak do małego dziecka.
- Nie twój zasrany interes. – odpowiedziałam pewnym siebie głosem. -  A teraz spierdalaj, bo mam tu sprawy do załatwienia.
Chłopak zaczął się śmiać.
- Uspokój się, kochanie. Złoć piękności szkodzi.
- Nie mów tak do mnie.
- Jak mam nie mówić, kochanie? – miałam go już dość, działał mi na nerwy.
- Co ty tu w ogóle robisz? – zapytałam, przytrzymując mocniej Marco, który zaczął się wyrywać.
- Ja i Marco mamy coś do załatwienia, wiec zostaw go i idź sobie.
- Nie załatwicie. Ani teraz, ani nigdy później. – powiedziałam i nożem poderżnęłam gardło mężczyźnie, którego trzymałam. Upuściłam ciało. Marco zadrżał po raz ostatni i umarł. Odsunęłam się od niego, tamtym podchodzą bliżej mężczyzny, z którym rozmawiałam. Przyjrzał mi się.

- Ja cię znam. Widziałem cię w poniedziałek na strzelnicy. – mówiąc to zdjął kaptur. Ja tez go znałam, był tym lokowatym, to na niego się wtedy gapiłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------

Część,
Jest niedziela, wiec jest nowy rozdział.  W końcu udało mi sie dorwać do komputera,  co przy moim młodszym bracie wcale nie jest proste.
Ostatnio was o coś prosilam, czy to naprawdę takie trudne dodać jeden głupi komentarz? Ponawiam więc tą prośbę.
Do następnego razu. ~ Zuza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz