poniedziałek, 22 grudnia 2014

Zawieszenie

Zawieszam do czasu kiedy będę miała szablon. Złożyłam już zamówienie, teraz trzeba tylko czekać, mam nadzieję, że to nie potrwa długo.

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 7

Chłopak podniósł rękę i wytarł krew wierzchem dłoni.
- Jak masz na imię? – zapytałam siedzącego przede mną chłopaka.
- Co cię to obchodzi?
- Lubię wiedzieć jak nazywały się moje ofiary.
- Nie jestem twoją ofiarą.
- To się może niedługo zmienić. – powiedziałam z chytrym uśmiechem. – No dobrze, zacznijmy inaczej. Ja jestem Mel, a ty?
- Zayn.
- Widzisz Zayn, czy to było takie trudne? – spojrzałam mu w twarz, w jego oczach zauważyłam odbicie, zbliżającego się do mnie Harry’ego. Odwróciłam się częściowo, tym samym przykładając pistolet do piersi loczka.- Czy wy nie umiecie wykonywać najprostszych poleceń?! Kazałam wam nie podchodzić!
W tym momencie poczułam wibracje telefonu, schowałam nóż do kieszeni płaszcza i wycofałam się do drzwi, nadal celując w nich z pistoletu. Oparłam się o framugę i wyciągnęłam telefon. Dzwonił Lucas.
- Hej, co jest? – zapytałam przyjaciela, patrząc na skonsternowane miny czterech chłopaków przede mą.
- Właśnie zaglądam do domu tego nowego gangu, żeby przygotować się do akcji i zgadnij, co widzę.
- Co?
- Ciebie?
- Zdjęcia?
- Nie, żywą ciebie, która właśnie rozmawia ze mną przez telefon i celuje do tych dupków z pistoletu.
- Co? – spojrzałam na wszystkich obecnych w pokoju, to był ten nowy gang, nasza konkurencja. – Lucas, muszę kończyć. - rozłączyłam się i rzuciłam telefonem w blondyna, dostał w sam środek torsu.
Nagle usłyszałam coś za sobą, ale zanim zdążyłam się odwrócić, poczułam obejmujące mnie silne ramiona, byłam unieruchomiona. Harry podszedł do mnie z uśmiechem i wyrwał mi pistolet.
- Dobra robota, Liam. – zwrócił się do osoby, która mnie trzymała. Zaczęłam się szarpać, choć wiedziałam, że to nic nie da, on był silniejszy.
- Teraz już nie jesteś taka groźna, co? – drwił ze mnie blondyn.
- Uważaj na słowa. – uspokoiłam się. – Ja w końcu się uwolnię i to nie będzie dla ciebie przyjemne.
- A jak niby zamierzasz się uwolnić? – podszedł do mnie.
- Oni mi pomogą. Jesteście tu nowi, więc to ja mam przewagę. Mam tu wielu przyjaciół.
- Masz też wrogów. – włączył się Zayn. – Niech ktoś odprowadzi ją do piwnicy.
- Ale tam jeszcze nic nie jest gotowe … - zaczął Louis, ale Harry mu przerwał.
- Przyspieszcie prace w piwnicy, ja na razie przygotuje jeden z pokoi na drugim piętrze, a teraz zamknę ją w swoim pokoju. Naill skuj ją.
Blondyn wyszedł, wrócił po chwili, a ja usłyszałam kliknięcie i poczułam chłód metal na nadgarstkach. Liam mnie puścił, sprawdziłam kajdanki, ale cały dobrze zapięte. Harry chwycił mnie za łokieć i zaczął prowadzić w stronę schodów. Weszliśmy na pierwsze piętro, doszliśmy do drzwi na końcu korytarza, chłopak wyciągnął klucz i otworzył nim zamek. Pokój był duży, ściany były bordowe, a panele na podłodze czarne, tak jak wszystkie meble. Jedynie pościel na łóżku była biała. Jedyne światło pochodziło z lampek, ustawionych po obu stronach łóżka. Okna były zamknięte automatycznymi roletami. Harry pchnął mnie w głąb pokoju.

- Nawet nie próbuj uciekać. Rolety otwierają się tylko na pilota, którego mam ja, a szyby są kuloodporne. – powiedział i wyszedł z pokoju.

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 6

- Harry! – krzyknął chłopak, który otworzył drzwi. A wiec poznałam imię mojego towarzysza, Harry. – Kogo ty tu przyniosłeś? – poczułam jego rękę na swoim tyłku, więc kopnęłam na oślep, chyba trafiłam go w gardło. Usłyszałam zduszony jęk i ciche przekleństwa, delikatnie się uśmiechnęłam.
- To przez nią nie mam pieniędzy od Marco.
- Aż tak zajmująca, może mi ją pożyczysz?
- Zamknij się, Louis.
- Dobra, weź ją, siedzi w salonie. – usłyszałam kroki i zrozumiałam, że chłopak odszedł.
Harry odstawił mnie w końcu na ziemię.. zaraz chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w głąb domu. Weszliśmy do pokoju, w którym siedziało już dwóch chłopaków.
Farbowany blondyn siedział przy stole i robił cos na laptopie. Mulat siedział na kanapie, oglądał jakiś mucz, ale zatrzymał program, kiedy nas zauważył. Po chwili do pokoju wszedł szatyn.
- Tam przy drzwiach wyglądała dobrze, - zrozumiałam, że to ten chłopak, którego kopnęłam. – ale teraz wygląda dużo lepiej. – powiedział z uśmiechem. Spojrzałam na siebie i zobaczyłam, że oderwały się górne guziki mojej koszuli. Pewnie stało się to, kiedy szarpałam się z Harry’m. Było, więc widać moje piersi w czarnym, koronkowym staniku. Zapięłam szybko płaszcz, „Nie będzie jakiś zboczeniec, patrzeć mi na cycki.” pomyślałam.
- Co ona tu robi i co z Marco? – zapytał blondyn, odrywając się od komputera.
- Zapytaj ją, niech ci powie co zrobiła. – mruknął Harry.
- Zabiłam go. – odpowiedziałam, zanim blondyn zdążył mnie zapytać. Cała trójka patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- TY go zabiłaś? – zabiłaś zapytał blondyn, a po chwili cała trójka zaczęła się śmiać. – Nie wierzę.
- Dlaczego? Bo jestem dziewczyną? – podeszłam do niego szybko, wyciągnęłam ukryty na karku nóż i przystawiłam mu go do piersi, w miejscu gdzie powinno być serce. – Nie oceniaj po wyglądzie.
- Harry, jak mogłeś jej nie rozbroić? – rozpoznałam głos Louis’a.
- Myślał, że rozbroił. Odebrał mi oba pistolety i nóż, ale ja znam się na swoim fachu. Wiem, że zawsze trzeba mieć ukrytą broń.
- A jaki jest twój fach? – zapytał chłopak siedzący na kanapie.
- Domyśl się. – szepnęłam.
- Oświeć mnie.
Podeszłam do niego i przyłożyłam ostrze do jego policzka. Zauważyłam, że powoli przesuwa rękę za siebie, sięgnęłam i wyjęłam zza jego paska pistolet. Usłyszałam za sobą kroki.

- Nie podchodź, - powiedziałam, celując pistoletem w głowę blondyna. – albo zabiję ich obu. Harry, wiesz, że jestem do tego zdolna. – znów słyszę kroki, tym razem cichsze. Przyciskam ostrze do policzka chłopaka, z rany zaczyna sączyć się krew. – Ostrzegałam.