środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 7

Chłopak podniósł rękę i wytarł krew wierzchem dłoni.
- Jak masz na imię? – zapytałam siedzącego przede mną chłopaka.
- Co cię to obchodzi?
- Lubię wiedzieć jak nazywały się moje ofiary.
- Nie jestem twoją ofiarą.
- To się może niedługo zmienić. – powiedziałam z chytrym uśmiechem. – No dobrze, zacznijmy inaczej. Ja jestem Mel, a ty?
- Zayn.
- Widzisz Zayn, czy to było takie trudne? – spojrzałam mu w twarz, w jego oczach zauważyłam odbicie, zbliżającego się do mnie Harry’ego. Odwróciłam się częściowo, tym samym przykładając pistolet do piersi loczka.- Czy wy nie umiecie wykonywać najprostszych poleceń?! Kazałam wam nie podchodzić!
W tym momencie poczułam wibracje telefonu, schowałam nóż do kieszeni płaszcza i wycofałam się do drzwi, nadal celując w nich z pistoletu. Oparłam się o framugę i wyciągnęłam telefon. Dzwonił Lucas.
- Hej, co jest? – zapytałam przyjaciela, patrząc na skonsternowane miny czterech chłopaków przede mą.
- Właśnie zaglądam do domu tego nowego gangu, żeby przygotować się do akcji i zgadnij, co widzę.
- Co?
- Ciebie?
- Zdjęcia?
- Nie, żywą ciebie, która właśnie rozmawia ze mną przez telefon i celuje do tych dupków z pistoletu.
- Co? – spojrzałam na wszystkich obecnych w pokoju, to był ten nowy gang, nasza konkurencja. – Lucas, muszę kończyć. - rozłączyłam się i rzuciłam telefonem w blondyna, dostał w sam środek torsu.
Nagle usłyszałam coś za sobą, ale zanim zdążyłam się odwrócić, poczułam obejmujące mnie silne ramiona, byłam unieruchomiona. Harry podszedł do mnie z uśmiechem i wyrwał mi pistolet.
- Dobra robota, Liam. – zwrócił się do osoby, która mnie trzymała. Zaczęłam się szarpać, choć wiedziałam, że to nic nie da, on był silniejszy.
- Teraz już nie jesteś taka groźna, co? – drwił ze mnie blondyn.
- Uważaj na słowa. – uspokoiłam się. – Ja w końcu się uwolnię i to nie będzie dla ciebie przyjemne.
- A jak niby zamierzasz się uwolnić? – podszedł do mnie.
- Oni mi pomogą. Jesteście tu nowi, więc to ja mam przewagę. Mam tu wielu przyjaciół.
- Masz też wrogów. – włączył się Zayn. – Niech ktoś odprowadzi ją do piwnicy.
- Ale tam jeszcze nic nie jest gotowe … - zaczął Louis, ale Harry mu przerwał.
- Przyspieszcie prace w piwnicy, ja na razie przygotuje jeden z pokoi na drugim piętrze, a teraz zamknę ją w swoim pokoju. Naill skuj ją.
Blondyn wyszedł, wrócił po chwili, a ja usłyszałam kliknięcie i poczułam chłód metal na nadgarstkach. Liam mnie puścił, sprawdziłam kajdanki, ale cały dobrze zapięte. Harry chwycił mnie za łokieć i zaczął prowadzić w stronę schodów. Weszliśmy na pierwsze piętro, doszliśmy do drzwi na końcu korytarza, chłopak wyciągnął klucz i otworzył nim zamek. Pokój był duży, ściany były bordowe, a panele na podłodze czarne, tak jak wszystkie meble. Jedynie pościel na łóżku była biała. Jedyne światło pochodziło z lampek, ustawionych po obu stronach łóżka. Okna były zamknięte automatycznymi roletami. Harry pchnął mnie w głąb pokoju.

- Nawet nie próbuj uciekać. Rolety otwierają się tylko na pilota, którego mam ja, a szyby są kuloodporne. – powiedział i wyszedł z pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz